sobota, 14 listopada 2015

1.

koc. jest.
herbata. jest.
książka. jest.
matka. jest.

sama.
bo ja-matka nieczęsto bywam sama.
trochę z wyboru i tej miłości, która każe nie odpuszczać i być przy Wilczku choćby tak na wszelki wypadek.
a trochę z braku okazji.
bardzo z powodu braku okazji.
także celebruję takie momenty. w kuchni chybotliwa góra naczyń w zlewie, ale albo sprzątanie albo błogie lenistwo - nie ma kompromisów. a w tym momencie stawiam na chwilowe nicnierobienie.
ta czynność jeszcze nigdy nie była tak ważna. nicnierobienie pozwala przeżyć, naładować akumulatory odrobiną energii, która później w cudowny sposób zmultiplikuje się i wystarczy jakimś cudem na kolejne 7 dni tygodnia. ba! podsunie myśl o kolejnym Wilczku. a myśl ta będzie piękna i bardzo przyjemna.

wczoraj spotkałam parę, ona w pierwszym trymestrze.
i co odpowiedzieć na pytanie 'to jak to jest?'.
inaczej.
i nic nie jest tak, jak było. i wszystko jest lepiej. właściwie przeszłość jest tak odległa, że służy nam za przeźroczystą efemerydę, którą czasem wspominamy rozbawieni. jakbyśmy głaskali miłego kota. bo dzisiaj jest lepiej, wiemy więcej, poznaliśmy emocje, jakie były nam zupełnie obce. emocje intensywnie dobre. i nie tęsknimy, co to, to nie. tak na prawdę nie ma do czego tęsknić. że wina mniej pijemy? och, jeszcze przyjdą takie wieczory i noce... że mniej śpimy? 6 godzin snu codziennie i dziecko, które w zasadzie od początku pozwalało nam przesypiać całe noce. no błagam, nie ma na co narzekać. to tylko spanie.
nie, nie, ja nie marudzę. na prawdę ciąża, macierzyństwo - to moja bajka. ja się w tym świetnie czuję, mam tyle satysfakcji. wszystko przyjmuję z pokorą i zrozumieniem, wzloty i upadki. dni z kosmiczna energią i dołem okropnym. takie życie.
ale, tak jak nie da się w ciąży wyspać na zapas, tak też nie da się tego opowiedzieć.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz